poniedziałek, 8 listopada 2010

Kraków


     Tak, wiara czyni cuda. Można w pól godziny znaleźć mieszkanko w Krakowie, nie mam już co do tego żadnych wątpliwości. Jednak najlepszą wiadomością jest to, że jadę do Krakowa i to już jutro. Niepoprawnie zarywającszkołę, komplikując sobie całą rzeszę spraw ale czego nie zrobi się dla własnych pożądań i swej natury. W końcu naturę to od Boga chyba mam, nie ładnie lekceważyć Boga!


     Pożądam przemierzania drogi,zostawiania w tyle całego ociekającego tandetą świata, ale kurcze, mam świadomość,że na razie tandeta i tak będzie wokoło obecna. Wniosek z rozmowy: „kupa towarzyszy nam przez całe życie”.  Czemu? „W kupie raźniej. -Kupiłeś już tę bluzkę? -Zakupiliśmy 1,5 kg dorsza na Wigilię kochanie? Koniec kupienia!

A po co jadę? Odpowiedź na to pytanie wydaje mi się na ten czas zbyt osobista. O tym to za rok ;D za dwa…

niedziela, 7 listopada 2010

Tajemnicze znalezisko

     Jak donoszą rodzinne pogłoski,  w łodzi podczas robót drogowych odkopano tajemniczą butelkę. Wydobyte znalezisko, wydawało się wszystkim bardzo szczególne. Na zabrudzonej i zjedzonej przez czas etykiecie dało się odczytać początek daty 18??. Robotnicy zadzwonili do muzeum i poinformowali o znalezisku, będąc w przekonaniu, że odnaleźli coś bardzo ważnego. Kiedy ekipa historycznych badaczy chciała rozwikłać zagadkę związaną z zawartością butelki, okazało się, że robotnicy już tego czynu dokonali. Chwalili sobie posmak wódki, bowiem po własnych ekspertyzach stwierdzili jednomyślnie, że była to cytrynówka.

      I tutaj można obalić mit, że jakoby robotnicy popijali by własny żywot tylko i wyłącznie tanim i niskiej jakości alkoholem. Przesądom nie boję się powiedzieć "nie". Jedni po prostu uczą się do trzydziestki, aby od czasu do czasu spróbować co lepszego alkoholu, ewentualnie siedzieć na odwyku, a inni, inni niczym marzyciele, ludzie z pasjami po grób, wyruszają na podbój ziemi z łopatą, w poszukiwaniu upragnionego smaku pełnego wyrafinowania.

     Jak my o sobie mało wiemy.

Kura

- kiedyś na wsi dostałam żywą kurę…
- i się jej bałam
- ale nie chciałam robić wstydu więc ją wzięłam
- wiesz jak to jest jechać na rowerze z kurą?