Wszystkie hamulce puściły, poprowadziło diabli w cholerę! Zaplątanie prawdy w glonie zmętniałej od głupoty sadzawki. Faluje gdzieś szary cień bluszczu, pijany... Opierać się szukając framugi, piękna, szukając westchnienia, oddechu... umiera.
Było by straszną historią, opowieść snuć wokół śmierci. W tępocie turkotu sumienia pociągu z radością czekając, wykrwawiać własne istnienie, dla cienia?
Ciężko płucami tlen zjadać, ciężko płucami świat ranić, radosną nie jest nowiną, świat ginie! Mrok swego ja w lustrze dziwi, ludzi od szkła odrzucając, ran doszukując się w cieniu, opierać.
Oparty drań w okno patrza, kałuża złowieszczą brzmi nutą, rzut rzuca otchłani widoki, a człowiek widokiem zdębiały. Dąb człowiekowi złość czyni, kukułka zagrywa bólem, nadzieja pryska, lecz zaraz...
Nadziei istnienie nie ginie, nadzieja to wszystko zatrzyma, cholera! Tango radości z prostactwem, gorąca nuta zazdrości, szału nie ma! Człowiek w krupczastą krainę, zwątpienia siłą ciągniony, opiera.
Odbiera.
Odbiera zarazie czas głosu, odbiera czartowi "złą" passę. Odbiera, odbiera, odbiera! Cholera.
A ja sobie idę polaną, ścieżyną już zzieleniałą z auto-masochistycznej radości, głupoty, dziecinności? Czerpię sobie... czerpię sobie kubek wody...wody która nadziei korzonki zatrzyma! Szału nie ma?
W krainie auto stworzonej, szukając logicznej zagadki, odpowiedź jedyna, początek można tą chwilą nazywać.
"Szczęśliwi pesymiści. Jak bardzo się cieszą, ilekroć udowodnią, że nie ma radości". Marie von Ebner-Eschenbach
wtorek, 31 maja 2011
sobota, 21 maja 2011
Witam
Wiele czasu minęło, od ostatniego tchnienia na tym poletku, ale...
Już w poniedziałek ostatni egzamin, i jestem wolny :D
Już w poniedziałek ostatni egzamin, i jestem wolny :D
niedziela, 17 kwietnia 2011
Robak
Cudownym dziełem jest człowiek, aczkolwiek.
Kiedy świat został stworzony, latające stwory kąpały się wczystym powietrzu. Cudowna była czystość błyszczącej się w potoku cieczy. SamBóg nie miałby za ujmę przeglądać się w mieniącym jak dywan lustrze z wody. Zieleńigły już samej, nawet osamotnionej, sprawiała mu radości wiele. Zieleń prawdziwa,zieleń taka prawdziwie zielona. Zieleń pośród blasku przejrzystego pasma.Błękit rozciągniony, posypany złotem, z po środku zawieszonym srebrnobiałymknotem. A gdy ujrzał ranka szmaragdowy kwiatek, cherubinowa łąka poczęłatańcować.
Życie.
Biegający osioł, latająca krowa.
Człowiek.
Od radości beztroskiej, po autodestrukcję. Zastanawiam sięczęsto, co mu zawiniło to radosne stworzenie, ta czysta toń bezdennej krainy.Co przeszkadzał pan Kwiatek, z kwiatkową rodziną, a co bąk z radościtrzepoczący kończyną. Co mu nawet i dżdżownica stara dokonała złego, że jąszpadlem bezwstydnie na dwie chciał przerobić.
To nic złego, zjadać krowę na kolację, a z śniadaniem witaćw półmisku kiełbaskę. Ale po co komu przewracać psie grzyby, po co komu dobijaćstarego robaka?
Człowiek.
Czystym powietrzem przyćpany zapragną zabarwić przytłumionymbrązem, czy czarnym nalotem, a potem się dziwi, narzekać zaczyna, że nie maczym oddychać, ni co zdrowo trawić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)