Chciał człowiek żałować, chciał płakać tak strasznie, chciał
się nad sobą litować, nie wyszło. Chciał się człowieczek marny z natury jakoś
naprawić przed śmiercią, zbyt późno. Czekał jedynej godziny w wieczystość
przenoszącą, czekał cierpliwie ustawicznie przez lata wiążąc sam sobie kajdany.
Przybity do kamienia począł spadać jego radosny entuzjazm, począł upadać
naturalny pogląd sprawy, iż złapało się szczęście za nogi. Szczęście ślepcom
było bardziej widoczne. Ślepną ludzie widomi na własne pragnienia, na własne
potrzeby, na własną chęć zguby, ślepcom oddając ten urok, iż oni widza więcej,
choć nic nie widzą, a radość z nich kipi. Gdy nieboskłon radość objawia, ty
człowieku zasłaniasz swe oczka purpurą krwi zabitej harmonii twej, ty! Zalewa mi
serce ten obraz, zalewa mi moją świadomość blednąca nadzieja na coś, nawet na
cokolwiek. Widzę, że ukochane zostało spapranie, z natury dziecię nauczone doić
swe na świat zbolały patrzenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz