Idzie sobie szaraczek ścieżyną przez polne przestworza. No, może nie taki szaraczek, bom zwykł uważać,iż szaraczki nie dokonują takich analiz. Zaczyna wstępować w przedsionkiprzemyśleń. „Zakaz wjazdu” mówi mu ostrożna jeszcze podświadomość, „nie pędź,tutaj jest zakaz wjazdu”. Człowiek ten tak bardzo chciałby być kolorowy. Inniludzie sukcesywnie wymazują jego pragnienia. Człowiek pasuje, idzie na spacer polnąścieżyną. Pragnąc, zaczyna poruszać nogami jak by szybciej. Biegnie?Rozzłoszczona, nieprzystosowana jeszcze do życia na wolności podświadomośćkrzyczy „uważaj bracie, tutaj jest ograniczenie do czterdziestki!”. I nic… Onbiegnie dalej, staje się kolorowym człowiekiem. Czasami tylko zbytnio przejmującsię opinią szaraczków dostaje kubłem czarnej farby. Zaczyna rozumieć…
Tylko co taki człowiek de facto zaczyna rozumieć? Mi sięwydaję, skromnie ująwszy, iż on zaczyna biec po drodze zrozumienia. Celem drogiposiadanie pojęcia, drogą pokonywanie? przekonywanie samego siebie, że tonadal ma sens? bieg pod prąd?
Ostatnio zastanawiało mi się skąd u nas (ludzi) dążenie dojak najlepszej jakości bytowania. Oczywiście wrodzonych instynktów niezamierzam wykluczać, i pozostawiam im część tego naszego rozumowania. Uczepiłemsię jednak, jak rzep do ogona, kwestii w jaki sposób przedstawiany nam jestświat, od najwcześniejszych dni. Ile ja, zwykły szaraczek, słyszałem, że doszczęścia koniecznie potrzebny jest dom, samochód, dobra praca. Brzmi banalnie,gdyby to wszystko wymienić. Zbyt banalnie, bo to chodzi o sposób konsumowaniacudu posiadania wolnej woli. A czym jest wolna wola? Można dojść do wniosku, żejest ona wszystkim, tylko nie posiadaniem domu, samochodu… Czy człowiekbardziej chce mieć? Czy bardziej chce być? Czy bardziej chce żyć?
Odpowiedź na pytania… Trudna sztuka, tego dzisiaj nieprzebiję. Ale drogą wtrącenia, dodam, że chyba wszystko zależy, jak bardzo namsię chce człowieka rozbierać na czynniki pierwsze. Nie chodzi mi oczywiście ostronę fizyczną (której wykluczenie jest nader nieodpowiedzialnym dokonaniem,przy analizowaniu jego tożsamości jako coś co myśli) Ale gdyby wykluczyć ciało,cóż człowiekowi zostanie?
Tak, to wręcz dziwne co piszę. Ale jest ważne pytanie,mianowicie: Człowieczek, nauczony, iż do dobrobytu dążyć trzeba, a wręcz jestto obowiązkiem czuje, że coś jest nie tak. Idąc za światem, porzuca swojąindywidualność, swoje niespotykane możliwości. Idąc za tym, co mówi serceautomatycznie staje się czymś innym (czymś nie użyto przypadkowo). Będę sięmusiał bardziej zastanawiać.
Farbowanie awaryjne
OdpowiedzUsuńChodząc tu i tam można się czasem natknąć na ewenementy myślące, zastanawiające się, analizujące swój kolor. To dobrze. Pomyślmy – rodzimy się czystą kartą (powiedzmy, że zgodzimy się tutaj na takie założenie). Warto się jednak zastanowić, jakiego koloru jest to karta.
„Życie pozbawione refleksji nad samym sobą nie jest warte tego, aby je przeżyć” powiedział kiedyś Sokrates. Jak często ja próbuję się sobie przyjrzeć, zobaczyć co się we mnie dzieje i dlaczego? Bez pochopnego oceniania i gwałtownych, radykalnych prób zmianiania tego czy tamtego co mniej piękne, miłe i pachnące rumiankiem i skórką pomarańczy?
Jestem jakiegoś koloru, czyli jakoś idę przez życie. Czyli jestem jakiś, jakiś konkretny. Coś jest we mnie dobrego, coś złego, coś klarownego a coś innego zupełnie ponawypoplątywanego że hej! I to jest piękne! Tak ma być!
Spędzanie czasu na autoodkrywaniu, jakkolwiek podejrzanie brzmi, jest czynnością konieczną, aby życie przeżyć świadomie. Brak refleksji nad samym sobą prowadzi do tego, że często odnajdujemy się w niezrozumiałych sytuacjach, które nam przydarzają się li tylko i … tyle, powierzchowność, miałkość, frustracja, nuda. Moda na skuces.
Jeśli odnajdziemy się w takiej niekonkretnej bezbarwności – potrzebne jest farbowanie awaryjne. Chluśnięcie farbą po całym tekście dramatu – didaskaliów nie wyłączając. Nie może to jednak być farbowanie od zewnątrz, na pokaz, na siłę. Musi to być farbowanie od wewnątrz, farbowanie intymne, skok w odsercową puszkę z Wieczną Farbą Życia ...
Rodzimy się czystą kartką - tabula rasa - o ile dobrze pamiętam już Arystoteles wychodził z podobnego założenia...:D:D
OdpowiedzUsuńJa z tą czystą kartką, pomimo, że cały pomysł bardzo mi się podoba, nie wiem czy spokojnie mogę se zgodzić w stu procentach. Nie chodzi mi o negowanie czegokolwiek ot tak sobie, każdy przecież po swojemu tłumaczy życie. Ale taka krótka analiza - na początku Bóg stworzył nasze duszyczki, oraz naszych Aniołów Stróżów. Nasze anioły, co wywnioskowałem z kilku prac o owych Aniołach, są do nas podobne - mentalnie. Po za tym, na chrzcie dostajemy charyzmaty, każdy inaczej. Tutaj można się zatrzymać, i czasami dojść do wniosku, że jacyś już byliśmy. Być może, tak jak pisze Rysiek (menelthornil) to kształtuje kolor naszej kartki. Być może... Tego jeszcze nie wiem :D ale mam jeszcze czas, żeby to jakoś zrozumieć :D Drogą wtrącenia, może se komuś wydaje, że przemyślenia te są godne głupca :) dla mnie to o wiele więcej, dla mnie to...
OdpowiedzUsuńDlatego właśnie przyjęliśmy arystotelesowe założenie na początku, aby nie wnikać w ten, skąd inąd, mocno skomplikowany temat. Wygląda na to jednak, że możemy się zgodzić na założenie, że czystość tej kartki odnosi się do życiowych doświadczeń - a kolor do tego, jak nas Stwórca w swej wesołej genialności z gliny ulepił. Na pewno nie można się natomiast zgodzić na to, że rodzimy się zupełnie bezbarwni.
OdpowiedzUsuń