środa, 15 grudnia 2010

Baran, co lata jak motyl

     Migają światełka, choinkowe ozdoby, migają naprzemiennie. Migają mi myśli, migają pomysły, czas przemija tak samo. Tak samo trzeszczy śnieg pod butem, tak samo trzeszczy odgłos intelektualnej luki. Dokoła jasności wciąż przybywa, oszukującej naturę ponurej zimy. U mnie raczej widno, na pewno nie świeci. Zrobić to, czy zrobić inaczej. Obraz namalować, czy posadzić kwiatka? Dylematy człowieka młodego. Dylematy każdego człowieka. Czy dzisiaj jest piątek? Nie, dzisiaj nie ma piątku, piątek proszę pana nastąpi.

     A jaki miał kolor talerz, łup mój, na którym jadłem. Co jadłem i kiedy. To było. Co jeść zatem będę? Czy to wypada, żeby ziemniak odbywał posiedzenia na kwiecistej łące? Czy lepszy będzie kolor palonego szkła? Czy łódko czy pierś? A co to była za kura? Ciekawe czy miała wuja. Ciekawe czy była kiedy u doktora? Skąd mam wiedzieć.

     Pustka to stan, wszechstan. Nadużywują ją. Ciągle ją czymś nazywują. Kupują, konsumują, trawią, umierają. Smucący się jest człowiek, obrawszy drogę pustki. Pustka człowieka wkręca w dziurę. Z dziury trudno wyjść, bo to taka specjalna dziura z trudnym wyjściem.

     Chciałbym pohasać po łące. Chciałbym poudawać owieczkę, nie, wolałbym motylka. Być ukołysanym przez wiatr, źle, być kołysanym na wietrze. To musi być radocha. Ciekawe czy motyle mają takie malutkie aparaty. Jak bym był motylem to chciałbym mieć aparat, taki malutki. Robiłbym kumplom motylom zdjęcia. Motyle to chyba muszą się dużo uśmiechać? Pewnie tak. Robiłbym malutkie zdjęcia, malutkim aparacikiem, malutkim usteczkom z dużuchnymi uśmiechami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz