Pozdrawiam odwiedzających :)
"Szczęśliwi pesymiści. Jak bardzo się cieszą, ilekroć udowodnią, że nie ma radości". Marie von Ebner-Eschenbach
czwartek, 9 grudnia 2010
"Bez kury nie podchodź"
Pamiętam, powiedziała kiedyś, kiedy nie było jeszcze dzieci. Wziął mnie mój mąż i zaprosił do restauracji, no wiesz gdzie, no tam… tam na końcu miasta koło tej uliczki… Tak, wiem, babciu. Kontynuowała. Wiesz, nic nie pamiętam z tego spotkania, ale pamiętam jedną rzecz. Wiem, że jedliśmy ziemniaki, i wątrobę. Wnuczek zrobił oczy, bo jego duszyczka pewnie nigdy takiego jadła nie zaznała. Babcia, a była jakaś okazja? Babcia ciągnęła dalej. Ta wątroba była taka dobra, tak dobrze doprawiona. Z jej idealnie dogotowanej struktury, nie, tego zwyczajna babcia by nie powiedziała. Wnuczek miał jednak okazję, aby usłyszeć jedyną w swoim rodzaju poezję czy hymn na temat cudownej wątroby. Wciąż dało się słyszeć głos pochwalny płynący wprost w objęcia ów gruczołu. Jaka to ona idealnie pachnąca, jaka to ona smakowita, jak pięknie się prezentuje na talerzu, jak zaspokaja potrzeby kubków smakowych, jaką to ucztę mają sztućce które dzielą tak idealnie sporządzoną potrawę. Oboje wpadli w trans. Trans to zbyt duże słowo, jednak kto w dzisiejszych czasach sobie na wyolbrzymienia nie pozwala. Nie. Źle napisałem, trzeba iść pod prąd. Oboje po owej rozczulającej rozmowie nabrali bardzo małej, maluteńkiej wręcz, i jeśli ochota może być filigranowa, nabrali takiej właśnie ochoty, na skosztowanie tego, co zowiemy miłością do śmierci. A niby zwykła rzecz...której większość populacji nie cierpi. Bo "bleee". Dzisiaj to... bez kury nie podchodź…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz