czwartek, 16 grudnia 2010

A jutro bodajże piątek

     Czasami zastanawiam się czy można porozmawiać z własną ścianą. Nie dolega mi samotność. Ściana jest bardzo ciekawa. Niby taka stateczna, istotna, niby taka przemyślana, a zwykły młotek potrafi ją popsuć. Myślę, że taka ściana musi być bardzo mądra. W końcu słucha przez lata tylu ludzi, nic przy tym nie mówiąc, nikomu nie przerywając. Nikt nie mówi, że ściany są kulturalne. Myślę, że jak by ta ściana, ja wiem, nazwijmy ją Ala, miała się ubrać, założyłaby na siebie piękną ale zarazem gustowną suknię w kwiaty. Chciała by pokazać własną zwiewność i lekkość, bo przecież o Ali nikt w ten sposób nie mówi. Nikt o niej nie mówi. I choć Ala taka samotna, przecież się do niej nie przytulę…

     Mam ostatnio bardzo dużo czasu. Mam czas wstać rano przed szóstą. Mam czas zjeść śniadanie i wyjść na zajęcia. Mam czas wrócić do domu po 21. Czas… Smutno by było. Nieciekawie by było, kiedy każdy mógłby zatrzymać czas wtedy kiedy ma na to ochotę. Wleklibyśmy to nasze życie. Myślę, że nastąpiło by ciągłe i nieprzerwane zatrzymanie czasu. Czy było by to złudzeniem?

     Ja wiem co bym chciał. Wirować dookoła własnej osi, wydawać piękne dźwięki… Wirując otworzyłbym usta, i wyciągnął język. Wirujący facet z wytkniętym językiem. Chciałbym nim być. Kto ludzi uczy beztroskiego bytu. Lepiej było by zapytać, kto poczucie takie w nas zatraca, a może co? Życie to zbyt banalna odpowiedź. Chciałbym się pobujać na hamaku, wśród zieleni tropikalnego lasu. A wskazówka kreci się. A kolejny dzień kończy się. Co się jutro wydarzy? Może świat będzie bogatszy o jednego wirującego z wytkniętym językiem faceta? Któż wie?
Uśmiechnij się :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz