Jestem tym wszystkim zmęczony. To wszystko takie męczące. To
wszystko nawet banalne – niszczy zbyt wiele istnień. Muzyka wolności
zabrzmiała, zabrzmiała iskierka nadziei, skonała. Radował się człowiek
codziennie, radował się bez powodu, dziś szczęścia słabe wspomnienie, dobija
człowieka żywego. Sam nie wiem czemu tak w kółko, czemu tak w kółko niszczeje,
jak wiele złego na świecie, jak wiele. I swego losu kowalem, będąc tak ważną
jednostką, samego siebie katuję, marnieję. Gdzie uśmiech dobro i szczęście, gdzie
wszystkie to rzeczy konieczne, konieczne bo bez nich zdziadzieję. Rozwalam tak
wszystko i wszędzie, rozwalam i niszczę piękno. Pasję mam od narodzenia, pasję
do złego czynienia, pasję destrukcyjnego czynienia. Chorobą mą pochodzenie,
choroba mą krwi sączenie, i to winą moją, żem człowiekiem zrodzonym został –
jedyną chorobą człowieczeństwo bez idei człowieka. Chorobą mą są jednostki,
które kierują ogółem. I kto się w końcu
obudzi, poruszy, pomacha palcem? Ja poczekam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz